RAŚ jest zbulwersowany.
W październikowym BIL-u pojawił się tekst, którym członkowie Ruchu Autonomii Śląska poczuli się oburzeni. Przynieśli do nas swoją odpowiedź, by ją zamieścić na portalu. Aby jednak czytelnicy mogli zrozumieć, o co autorom listu chodzi – zaczynamy tekstem z październikowego BIL-a:
O festynie, którego nie było
Czy tylko z piwem ta impreza miała sens?
Zaplanowany przez Ruch Autonomii Śląska festyn „Rychtig Ślůński Kust” nie odbył się w pierwszym terminie z powodu żałoby po tragicznym wypadku w kopalni „Wujek−Śląsk”, a w drugim tylko dlatego, że – jak twierdzi Dariusz Dyrda, przewodniczący RAŚ w powiecie bieruńsko−lędzińskim – nie było zgody burmistrza miasta na wyszynk piwa na targowisku miejskim, a cóż to za śląski festyn bez piwa. Owszem, burmistrz (a raczej komisja opiniująca wniosek o wyszynk i dwukrotnie specjalnie zbierająca się w tej sprawie) raz zgodę wydał, za drugim razem jej odmówił, ale stało się dlatego, że za pierwszym razem nie uwzględniono wszystkich aspektów uchwały Rady Miasta regulującej te kwestie. Po prostu za drugim razem komisja naprawiła swój błąd.
To, że obowiązująca uchwała jest sprzed pięciu lat nie ma znaczenia. Po prostu jest… Na marginesie wypada dodać (chociaż z punktu widzenia zapisów uchwały nie ma to znaczenia), że o zgodę na sprzedaż piwa nie zwrócił się organizator, tj. RAŚ, tylko firma, która chciała piwo sprzedawać. I to koniecznie na targowisku, a nie w nieco bardziej oddalonym miejscu. Minęły dwa tygodnie i nikt nie odwołał się od tej decyzji miasta. W swoim okolicznościowym oświadczeniu Dariusz Dyrda stwierdza, że „plac jest targowiskiem, kiedy jest targ, a gdy jest tam festyn, to jest to plac festynowy a nie targowisko”. Nieprawda. Targowisko zawsze jest targowiskiem, tak jak np. szkoła jest zawsze szkołą,
a urząd urzędem. Lędzińskiego ratusza nikt nie zamienia w salę bankietową, a okolicznościowe spotkania od dawna odbywają się bez lampki wina czy szampana. Od dawna nikt w murach lędzińskich szkół nie organizuje barbórek, ani festynów na placach szkolnych, na których byłoby podawane piwo. Odbywają się tylko imprezy bezalkoholowe i – jak świadczą przykłady (na przykład tegoroczny Dzień Edukacyjny w ramach obchodów Dni Miasta) – są to imprezy ciekawe, na których bawią się setki osób. Czy naprawdę impreza rozrywkowa nie może się obyć bez piwa? Czy zapowiadany udział gwiazd, ciekawych wykonawców i moc atrakcji nie wystarczą by zachęcić ludzi do
przyjścia? Tych „gwiazd” na plakatach hołdunowskiej imprezy nie było („Ojgěna z Pnioków” i „Michała z Bażin” to –z całym dla tych wykonawców szacunkiem – trudno uznać za „gwiazdy”). A co się tyczy innych gości… „Gdybym nie odwołał moich urodzin, to przyjechałaby do mnie Doda, ksiądz biskup, TVN, MTv i CNN” –powiedzieć każdy może. A tak nawiasem, jeden z „prawdziwych Ślązaków” zwrócił uwagę, że wodzionka się rychtuje, a nie warzy! Czy – będąca zgodna z prawem – odmowa sprzedaży piwa może być dla kogokolwiek policzkiem? Miasto wykazało dobrą wolę. Udostępniło (za darmo!)
plac targowy. Owszem – przestrzegając prawa – stworzyło amatorom piwa konieczność pokonania dodatkowych metrów do baru, ale czy to naprawdę powód, by odwoływać imprezę? Czy tylko z piwem ta impreza miała sens? Czy piwo było niezbędnym, koniecznym warunkiem jej powodzenia? Wynika, że tak… A może to organizator bał się, że na trzeźwo nikt jej „nie kupi”? A jeśli tak, to czy to
najlepszy pomysł na rzekome promowanie miasta? W Lędzinach odbywa się wiele festynów, pikników i innych imprez. Czy wszystkie są one nieudolne – jak twierdzi Dariusz Dyrda? Jedne organizują sami
społecznicy (Krystyna Wróbel, Emil Piątek i inni), niektóre szkoły, organizacje kluby sportowe, stowarzyszenia, MOPS, Ośrodek Błogosławiona Karolina, wreszcie miasto (MOK) lub powiat (przy finansowym współudziale miasta – o czym czasem lędzinianie po prostu nie wiedzą). Fakt, czasem brakuje pomysłu, częściej – pieniędzy i możliwości. Czy burmistrz, który nie jest z pochodzenia Ślązakiem, obraził Ślązaków – niech każdy Ślązak oceni sam we własnym sumieniu. Ale wytykanie mu, że nie jest Ślązakiem nie jest eleganckie. Pachnie tak … po bałkańsku, co u aktywisty Ruchu
Autonomii Śląska nabiera dodatkowego znaczenia. Skądinąd burmistrz może w swoim drzewie genealogicznym wykazać się śląskimi przodkami, uczestnikami powstań śląskich i plebiscytu. Ale czy taka licytacja jest potrzebna?
– Naprawdę, szczerze żałuję, że ten festyn się nie odbył. Na pewno dla wielu lędzinian byłaby to rozrywka, sposób na niedzielne popołudnie. Zobaczylibyśmy, co naprawdę potrafią organizatorzy, ocenili ich możliwości i sprawność organizacyjną – powiedział BIL−owi burmistrz Wiesław Stambrowski. – Do tej pory stosunki z Ruchem Autonomii Śląska, z panem Stefanem Stachoniem,
który oficjalnie reprezentował lędziński RAŚ i podpisywał wszelką korespondencję, do którego mam szacunek jako dla osoby wiarygodnej w swoich działaniach, układały się poprawnie. Mam nadzieję, że tak będzie dalej. Reszty nie chcę komentować. Im głośniej psy szczekają, tym większa pewność, że karawana idzie w dobrym kierunku.
Jesteśmy oburzeni !
(Odpowiedz członków RAŚ)
Trudno nie odnieść się do w/w artykułu w którym podaje się tylko wygodne dla i burmistrza dane, tym samym wprowadzając mieszkańców w błąd - i to za ich własne pieniądze gdyż gazetka BIL wydawana jest przez Urzędu Miasta. Cały ten tekst to obrażająca RAŚ manipulacja BIL-a!
Taki cytat: ”Owszem, burmistrz (a raczej komisja opiniująca wniosek o wyszynk i dwukrotnie specjalnie zbierająca się w tej sprawie) raz zgodę wydał, za drugim razem jej odmówił, ale stało się dlatego, że za pierwszym razem nie uwzględniono wszystkich aspektów uchwały Rady Miasta regulującej te kwestie. Po prostu za drugim razem komisja naprawiła swój błąd.”
A naprawdę było tak: 17 września wydane zostało jednorazowe pozwolenie na alkohol, na 20 września. Nasz festyn jednak nie odbył się, bo właśnie wtedy na Wujku zginęli górnicy. Trzeba więc było imprezę przełożyć. Na 4 października.
Było dla nas oczywiste, że impreza przełożona z powodu żałoby narodowej dostanie automatycznie wszystkie te same zezwolenia. Jest to oczywiste dla każdego, kto szanuje prawo, kto wie czym jest zdrowy rozsądek. Tymczasem na dwa dni (dwa dni!!!) przed imprezą dostajemy z urzędu pismo, że jest brak zgody na sprzedaż piwa. Sami sobie odpowiedzcie mieszkańcy, czy to jest „naprawienie błędu”, czy też zwykłe świństwo…
O stylu pracy urzędu miasta kierowanego przez burmistrza Strambrowskiego świadczy to, że za pierwszym razem nie pamiętano o istnieniu uchwały z 2003 roku, o zakazie sprzedawania piwa na targu. Potem ją sobie naraz przypomniano – i kosztami nieudolności, bałaganiarstwa pana burmistrza obciążono nas. Bo kiedy otrzymanie pozwolenia na piwo było dla nas oczywiste, naraz, na dwa dni przed imprezą słyszymy „NIE”. BIL pisze o „naprawianiu błędu”. W normalnym świecie jest tak, że jeśli ktoś zrobi błąd, to naprawia go na własny koszt. W świecie jednak pana Stambrowskiego jest tak, że jego błąd naprawiono na nasz koszt. Jeszcze nas przy tym obrażając.
BIL nas obraża w tym teście wiele razy. Czytamy w nim: „Czy tylko z piwem ta impreza miała sens? Czy piwo było niezbędnym, koniecznym warunkiem jej powodzenia? Wynika, że tak… A może to organizator bał się, że na trzeźwo nikt jej „nie kupi”? A jeśli tak, to czy to najlepszy pomysł na rzekome promowanie miasta?”.
A może tak ktoś tam w BIL-u, w urzędzie pomyślałby, że my, inaczej niż oni, nie chcieliśmy robić imprezy za pieniądze podatników, MOK-ów, firm zależnych od urzędu. Nasz festyn miał się sfinansować sam. Długo liczyliśmy po jednej stronie koszty jego organizacji, po drugiej wpływy. Na wszystkich festynach śląskich, czeskich, niemieckich, robionych na warunkach rynkowych, a nie z kasy podatników, taki budżet opiera się na sprzedaży piwa i współpracy z browarem. Tu było tak samo – budżet imprezy domykał się wyłącznie dzięki współpracy z tyskim browarem i wpływom ze sprzedaży piwa. Wy, lizusy burmistrza Stambrowskiego pytacie: „Czy tylko z piwem ta impreza miała sens? Czy piwo było niezbędnym, koniecznym warunkiem jej powodzenia?”. Więc odpowiadamy wam, że tak, tylko z piwem ta impreza miała sens!!! Bo my, w odróżnieniu od was, umiemy zrobić coś inaczej, niż tylko za miejski szmal. Wy, redaktorzy BILa i panie bumistrzu - bez miejskich pieniędzy zrobić nie umiecie nic. Ale zniszczyć cudzą pracę jak najbardziej!
Obraża nas redaktor BIL-a pisząc, iż wytykanie burmistrzowi, iż nie jest Ślązakiem to „bałkanizacja”. Nie panie BIL-u. Po prostu tylko nie-Ślązak, tylko gorol nie rozumiejący Śląska może uważać, że śląski festyn może obyć się bez piwa. W naszym kręgu kulturowym piwo nie jest alkoholem, tylko zwyczajowym napojem towrzyskim. Na festynie tak oczywistym jak muzyka. Podobnie (znów jak w Czechach czy Niemczech), ktoś, kto uważa, że festyn Rychtg Ślunski Kust może obyć się bez piwa, wie tyle o Śląsku co my o Chinach. Na podstawie tego zdania w BIL-u wiemy, że Ślązakiem nie jest ani burmistrz, ani redaktor. Bo redaktor-Ślązak takiej bzdury by nie napisał.
A tak na marginesie panie BIL-owy redaktorze, ciekawi jesteśmy tych śląskich przodków burmistrza Stambrowskiego. Uczestników Plebiscytu. Ciekawi nas na przykład, co ci śląscy przodkowie powiedzieliby o tym, że burmistrz sprowadza na Śląsk, do Lędzin asfaltownię… Asfaltownię, która ma truć Ślązaków
Czy burmistrz jest Ślązakiem czy nie, czy biały czy kolorowy, czy wierzący czy nie, czy sypia z kobietą czy jest homoseksualista – dla nas nie ma żadnego znaczenia! Burmistrz ma służyć i działać na rzecz mieszkańców. Niejednokrotnie stanowisko to panu burmistrzowi pomyliło się z wszechwładnym panowaniem.
Choćby w kwestii tego festynu. Piszecie, że burmistrz dał plac za darmo. Mówi burmistrz Stambrowski: „Do tej pory stosunki z Ruchem Autonomii Śląska, z panem Stefanem Stachoniem,
który oficjalnie reprezentował lędziński RAŚ i podpisywał wszelką korespondencję, do którego mam szacunek jako dla osoby wiarygodnej w swoich działaniach, układały się poprawnie. Mam nadzieję, że tak będzie dalej.”
W odniesieniu informujemy, iż na każdym spotkaniu RAŚ jesteśmy, na żadnym nie zauważyliśmy by pan burmistrz w nim uczestniczył. Burmistrzu - na czym polega pa na współpraca z RAŚ???? My panu przypomnimy na czym! Kiedy tenże pan Stefan Stachoń zwrócił się o nieodpłatne użyczenie targowiska, odpowiedział pan, że mamy zapłacić jak kupcy, po stawkach targowiska. Wyliczyliśmy, że za miejsce które jest nam potrzebne, musimy zapłacić miastu około 1000 złotych. Postanowiliśmy, że po prostu piwo będzie sprzedawane nieco drożej niż planowaliśmy, i zapłacimy. Wtedy „współpracujący z RAŚ” burmistrz zmienił zdanie – i zażyczył sobie od nas nie tysiąc, ale 3000 złotych. To dwa razy drożej, niż normalne wynajęcie placu targowego przez kupców. No ale kupcy tam handlują, a RAŚ chce zrobić imprezę kulturalną, to niech płaci! Do tego mimo 3 tysięcy sami mieliśmy sobie na przykład zapewnić papier do ubikacji, mydło!!!
Znaleźliśmy sponsora, który był gotów wyłożyć te 3 tysiące.
Wtedy chyba pan burmistrz zrozumiał, że tak festynu Ruchu Autonomii Śląska nie zablokuje. Wtedy chyba zrozumiał, że jeśli zapłacimy te 3 tysiące za imprezę kulturalną dla Lędzinian, to odbiór społeczny jego poczynań będzie fatalny. Bo powiat w ramach dobrej współpracy z RAŚ nam na festyn 3 tysiące dał – a pan Stambrowski w ramach „dobrej współpracy z RAŚ” za festyn od nas 3 tysiące wziął! Tak, dopiero w ostatniej chwili pan burmistrz uznał, że nam jednak te domniemane 3 tysiące podaruje. Domagając się jednak, żebyśmy uznali to za wkład w wysokości 3000 w organizację festynu. Tym sposobem próbował jeszcze wcisnąć mieszkańcom kit, że niby tak samo sponsoruje festyn urzędowy we Dworze i nasz (miały odbyć się tego samego dnia).
Nie, panie burmistrzu Stambrowski – my nie widzimy żadnej pańskiej współpracy z RAŚ! A to, że odpowiadał pan na pisma Stefanowi Stachoniowi to pański obowiązek a nie współpraca. Ale treść tych odpowiedzi dowodzi, że wcale pan z RAŚem nie współpracuje, tylko rzuca mu kłody pod nogi.
Pisze pan jeszcze o „gwiazdach’ festynu. Panie redaktorze BIL-a, gwiazdy z TVN czy Polsatu to nie są gwiazdy śląskie. A dla odmiany „Ojgen z Pnioków” jest niekwestionowanym gwiazdorem Radia Piekary, najbardziej śląskiego radia. I tak dalej. To miał być śląski festyn i śląskie gwiazdy – i nie nasza wina, że pan ich nie zna.
Na koniec pisze pan (o nas i naszym przewodniczącym Dariuszu Dyrdzie?) „Im głośniej psy szczekają, tym większa pewność, że karawana idzie w dobrym kierunku”.
Czy „karawana” to burmistrz i jego urzędnicy. A może „karawana” to burmistrz i jego koledzy? Czy karawana idzie w dobrym kierunku, to już inna sprawa. Czy dobrym kierunkiem jest sprzedanie gruntu pod asfaltownię, likwidacja porodówki i tak dalej – to ocenią wyborcy.
Ale żenujący pan jest panie burmistrzu Stambrowski! Kiedy Dariusz Dyrda krytykował jako dziennikarz burmistrza Trzcińskiego, opisując na przykład, jak Trzciński wyrzucił Stambrowskiego z pracy, to według pana miał sto procent racji. I działał w interesie ogółu. Dziś, gdy Dyrda krytykuje pana, to „psy szczekają”? Wstyd panie burmistrzu pisać tak o kimś, kto swoją świetną kampanią zrobił pana burmistrzem. Kiedy dziś czytamy pański program wyborczy sprzed 3 lat i to co dziś mówi Dyrda i pan, to wychodzi nam, że pański program też wtedy napisał on. Pan bez Dyrdy był tylko emerytowanym nauczycielem, więc dziś pisać „Psy szczekają” może tylko…
Życząc panu burmistrzowi i jego „karawanie” powodzenia w dalszych działaniach, oby w słusznych celach pragniemy ponownie przypomnieć o służebności na rzecz mieszkańców i organizacji działających w Lędzinach. Ciekawi jesteśmy panie burmistrzu, gdzie pańska karawana dojedzie. Choć odnosimy wrażenie, że to już kondukt a nie karawana.
Członkowie RAŚ z Lędzin i powiatu bieruńsko-lędzinskiego (5 podpisów)
Od redakcji portalu:
Przed opublikowaniem tego listu pokazaliśmy go Dariuszowi Dyrdzie i Stefanowi Stachoniowi. Pierwszy jest szefem RAŚ w powiecie, drugi był w imieniu RAŚ głównym organizatorem festynu. Dariusz Dyrda po przeczytaniu tego listu powiedział, że on sam napisałby to nieco inaczej, dlatego jego wersja i ocena tych wydarzeń będzie w najbliższym numerze „Nowych Lędzin Teraz!”. Dodał, że nie podpisze się pod listem głównie z tej przyczyny, że przecież list ten ocenia też jego, Dariusza Dyrdę.
Obaj panowie podzielają oburzenie autorów listu i zapowiedzieli też, że na swoim najbliższym posiedzeniu powiatowego RAŚ oceniona zastanie współpraca pomiędzy kołem a burmistrzem Stabrowskim zwłaszcza przy organizacji festynu. I że stanowisko z tego posiedzenia zaprezentowane zostanie także na naszym portalu.
Administrator portalu LFP
|