b b

Jak burmistrz Miasta Ledziny pozyskuje nwych inwestorów.

O tym jak burmistrz Wiesław Stambrowski traktuje  przedsiebiorców w Ledzinach to wiadomo tzn.jednym wolno działać nawet wbrew uchwał rady miasta innym wrecz uniemozliwa się rozwój, dla jednych działki sa tanie dla inny drogie itp.itd.Natomiast pozyskiwanie inwestorów dla miasta jest głównym celem każdego dobrego, przedsiębiorczego i myslacego prespektywicznie włodarza miasta.Jak radzi sobie z tym(i jak szybko) nasz burmistrz Wiesław Stambrowski możemy dowiedzieć sie z ponizszego artykułu zamieszczonego w lokalnej prasie Nowe Ledziny Teraz.

  Lędziny nie chcą nowoczesnego osiedla domów przy ulicy Kraszewskiego
  Inwestorskie impertynencje
 
  W Lędzinach przy ulicy Kraszewskiego mogło powstać osiedle 37 domów, w tym 20 dwurodzinnych bliźniaków i 17 jednorodzinnych. Wszystkie one z niewielkimi ogródkami, do tego 600-metrowy obiekt użyteczności publicznej oraz droga osiedlowa. Nie powstanie, bo burmistrz odmownie załatwił inwestora, który ubiegał się o zgodę na jego budowę. Pewnie nikt by się nawet nie dowiedział o sprawie, gdyby zdesperowany biznesmen nie wystąpił na wrześniowej sesji Rady Miasta. O pomoc zwrócił się bowiem do przewodniczącego Piotra Gorzenia. Tak przypadek Andrzeja Olczyka ujrzał światło dzienne.
  Olczyk ma przy Kraszewskiego 3 hektary ziemi i tam postanowił zbudować osiedle. - Otwarte, bez ogrodzeń, energooszczędne, nawiązujące wyglądem do architektury otoczenia – opisuje krótko inwestor.
 
  Chodzi Olczyk za sprawą
 
  Pierwszy raz zjawił się w lędzińskim urzędzie pod koniec kwietnia 2009r. Merytoryczny urzędnik, którego Olczyk nie wymienił z nazwiska, zapewnił go, że miasto jest otwarte na inwestycje prospołeczne i doradził, by zgromadził do wniosku o wydanie warunków zabudowy kompletną dokumentację, bo to przyspieszy bieg procedur.
  Po miesiącu z kawałkiem, 28 maja,  komplet dokumentów, w tym uzgodnień z dostawcami mediów i odpowiednimi instytucjami, trafił do urzędu. - Poprosiłem jednocześnie o spotkanie z urbanistą, żeby uzgodnić, jakie oczekiwania będzie musiał spełnić mój projekt. - opowiada pan Andrzej – W tej sprawie spotkałem się też z burmistrzem Wiesławem Stambrowskim i zadeklarował on, że szybko takie spotkanie zorganizuje.
 

 Do końca sierpnia jednak sprawa nie ruszyła ani o krok do przodu. Olczyk znowu spotkał się z burmistrzem, który akurat wrócił z urlopu i znowu zapewnił biznesmena, że spotkanie dojdzie do skutku, a na przeszkodzie stał dotąd sezon urlopowy.
  - Na początku września doszedłem ostatecznie do wniosku, że burmistrz tylko mnie zwodzi i tym razem prośbę o spotkanie z urbanistą wystosowałem do urzędu oficjalnie na piśmie – irytuje się pan Andrzej – Poprosiłem jednocześnie o przyspieszenie procedur, bo otrzymałem w międzyczasie informację, że decyzję w swojej sprawie otrzymam do końca października. Mnie wystarczył miesiąc na skompletowanie dokumentów do wniosku, a urząd potrzebował 5 miesięcy na wydanie decyzji na ich podstawie!
  
  Burmistrz zmienia front
 
  Kolejne spotkanie z burmistrzem nie miało już tak przyjaznego charakteru. - Proszę się spodziewać decyzji odmownej – powiedział biznesmenowi Stambrowski. Olczyk dowiedział się też od urzędników, że burmistrz już się z urbanistą spotkał, ale – chociaż jako inwestor ma do tego ustawowe prawo na każdym etapie postępowania – nikt go o tym nie powiadomił. O efektach spotkania także nie.
  - Nie miałem okazji zapytać czemu analiza urbanistyczna, która powinna być wykonywana równolegle z uzgodnieniami z dostawcami mediów i urzędami, dopiero powstanie, skoro dokumenty od dawna leżą w  urzędzie – zastanawia się Olczyk – Nie wiedziałem też, czy osoba wykonująca analizę wybierze się w teren, by zobaczyć ile domów powstało tu w ostatnich latach, czy też bazować będzie jedynie na mapach pochodzących z 1982 roku.
  Biznesmen pofatygował się też do biura, w którym pracuje urbanistka obsługująca Lędziny i zasięgnął opinii innych urbanistów. Nikt przeciwwskazań w projekcie Andrzeja Olczyka się nie dopatrzył. 
  - Burmistrz zrobił wiele, by uciekać od problemu i nie podjąć decyzji – podsumowuje swoje doświadczenia Andrzej Olczyk – Także żadne z naszych spotkań nie zaowocowało merytorycznymi wnioskami.
 
  Jak pies ogrodnika
 
  - Ja początkowo byłem gorącym zwolennikiem tej inwestycji – broni się burmistrz Wiesław Stambrowski -  Ale to co usłyszałem na spotkaniach z urbanistą, zmroziło mnie. Inwestor za wydanie decyzji o warunkach zabudowy 3 hektarów gruntu zapłaciłby 107 złotych i ani grosza więcej. On ten grunt kupił jako rolny. Budowlany wart jest wiele więcej. Gdyby natomiast był plan zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu, Rada mogłaby uchwalić nałożenie renty planistycznej (obowiązek jej zapłaty powstaje jeżeli wskutek uchwalenia lub zmiany planu zagospodarowania przestrzennego wzrosła wartość objętej nim działki, a właściciel ją zbywa – przyp. red.), a to oznaczałoby nawet 500 tysięcy złotych przychodu dla gminy. Planu jednak nie ma.
  - I nie musi być – ripostuje Olczyk – Według uchwały z 31 marca 2005 roku miasto odstąpiło od wykonywania planów zagospodarowania przestrzennego dla terenów górniczych określonych w załączniku do tej uchwały. Kiedy gromadziłem dokumentację do wniosku o wydanie decyzji o warunkach zabudowy, Wyższy Urząd Górniczy w piśmie do mnie właśnie na tę uchwałę się powołał. Prawo lokalne obowiązujące w Lędzinach nie przewiduje póki co ani planów zagospodarowania dla tego terenu, ani opłat, o których mówi burmistrz.
  Jeśli zaś mowa o dochodach dla gminy, to pamiętać trzeba o podatku od nieruchomości, które powstaną i podatku od osób fizycznych, które płacić będą mieszkańcy osiedla. Prawdopodobne jest także ożywienie na lokalnym rynku handlu i usług, które jest zwykle konsekwencją inwestycji w budownictwo mieszkaniowe. Te realne dochody wyobraźni burmistrza Stambrowskiego jednak nie pobudzają tak, jak czysto hipotetyczne dochody z renty planistycznej, na które w obecnym stanie prawnym nie ma co liczyć.
 
  Ma utrzyma nie istniejącą linię
 
  Drugim argumentem, podnoszonym przez burmistrza przeciwko inwestycji Andrzeja Olczyka jest zapis w ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, który jako warunek wydania decyzji o warunkach zabudowy stawia „utrzymanie istniejącej linii zabudowy”. Zdaniem Stambrowskiego osiedle domków zerwie tę linię, bo teraz wzdłuż Kraszewskiego domy stoją przy drodze co kilkadziesiąt metrów, a na osiedlu stać będą gęściej i nie tylko przy drodze, ale i dużo głębiej. Warunek nie spełniony, zgody więc nie ma.
  Żonglując prawem w taki sposób, jak robi to burmistrz Lędzin, można utrącić każdą inicjatywę. Tylko, tak na chłopski rozum, jak to możliwe, że asfaltownia w pobliżu domów spełnia warunek o utrzymaniu linii zabudowy a osiedle domków nie? I jak to jest, że – jak wspominał już na naszych łamach były zastępca burmistrza Mariusz Żołna – Stambrowski do budowy asfaltowni nastawiony był wprost entuzjastycznie a osiedle budzi taką niechęć? Przecież wystarczy raz przejechać przez miasto, żeby się przekonać, że Lędziny nie mają charakteru przemysłowego, za to są konkretną ofertą dla ludzi, którzy po pracy nie chcą zostawać w dużych miastach, tylko wrócić do swoich domów położonych na zielonych terenach w z dala od zgiełku. Nie mówiąc o tym, że lędzinianie też chcą żyć w godnych warunkach.
  Gdy posłuchać tonu burmistrza, niezadowolonego, że musi wysłuchiwać na sesji „impertynencji inwestora”, jak się wyraził, łatwiej zrozumieć, czemu przedsiębiorcy pchają raczej do Bierunia czy Imielina, niż do nas. Że do nas zamiast developera budującego domy czy nowoczesnej firmy komputerowej, projektowej, przychodzić chcą tylko asfaltownie i inne utylizacje odpadów. 
  Burmistrz na listopadowej sesji zapewniał, że będzie za wszelką cenę ściągał inwestorów. Strach się bać.